FaceBook

Dziennik z Haiti IV - Rosemylove

Madenne spotkaliśmy pierwszego dnia, w obozie koło zrujnowanego pałacu prezydenckiego. Dziś odwiedziliśmy ją jeszcze raz, by opowiedziała nam swoją historię.

Jej córeczka, Rosemylove, urodziła się w połowie grudnia. Przyszła na świat w domu, bez fachowej pomocy medycznej. Na szczęście wszystko poszło dobrze i mała urodziła się zdrowa.

12 stycznia Madenne myła naczynia, kiedy zatrzęsła się ziemia. Przerażona pobiegła do córki. Jej łóżeczko leżało przewrócone, dziewczynki nie było widać. Madenne mówi, że bała się podnieść łóżeczko, bała się, że córeczka zginęła…

Dziś obydwie mieszkają w brezentowym szałasie koło Champ de Mars (Pól Marsowych). Kiedyś była to jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic stolicy. Takie haitańskie Krakowskie Przedmieście. Dziś to tętniące życiem obozowisko, którego każdy metr kwadratowy jest zapełniony namiotami, brezentowymi chatkami, straganami.

Zapytaliśmy Madenne, jak wygląda jej zwykły dzień. Mówi, że budzi się koło 6 rano, robi toaletę. Jeśli ma jedzenie – karmi córkę, jeśli nie „to po prostu nie je nic” mówi nasz tłumacz… Do tej pory pomagał jej wujek, ale ostatnio udało mu się wyjechać poza miasto. Madenne nie wie, co będzie dalej.

Z Port-au-Prince Zofia Dulska, UNICEF Polska

Data publikacji: 01.04.2010
Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików Cookies, z których niektóre dane mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.