FaceBook

Historia, której nie zapomnisz

Pomóż teraz!

5-letnia Rose z certyfikatem zdrowia © UNICEF/ Dunlop

Z powodu epidemii eboli lawinowo rośnie liczba sierot w Sierra Leone. Te dzieci nie mają nikogo, kto mógłby im pomóc. Na kogo mogą liczyć, jeśli nie na ludzi takich jak Ty? Przeczytaj historię 5-letniej Rose i pomóż teraz!

Relacja Jo Dunlop’a, pracownika UNICEF w Sierra Leone.

Kailahun, Sierra Leone - Kiedy pierwszy raz się spotykamy, 5-letnia Rose jest bardzo cichutka. Bardzo tęsknię za mamą i jest mi bardzo smutno. Czasami trochę płaczę, to pierwsze słowa, które wypowiada w moją stronę. Nigdy nie zapomnę widoku jej smutnych oczu, z których można było wyczytać jak bardzo cierpi, choć jest dopiero dzieckiem.

Wysoce zakaźny charakter eboli w połączeniu z niskimi warunkami życia w Sierra Leone powoduje, że gdy w rodzinie zachoruje choć jedna osoba, po chwili wszyscy trafiają do szpitala. Większość pacjentów umiera. Rose wraz z rodzeństwem trafiła pod obserwację zaraz po tym, jak na ebolę zachorowała jej mama, tata i babcia. Rodzice dziewczynki zmarli natychmiast po rozpoznaniu choroby, babcia długo walczyła o życie.

Wśród znajdujących się pod obserwacją dzieci, lekarze stwierdzili ebolę u Rose i jej młodszej siostry Alice. Brat Francis był zdrowy i mógł opuścić szpital. Nie mając dokąd pójść, został skierowany do wspieranego przez UNICEF ośrodka dla sierot. Ten znajdujący się na obrzeżach miasta Kailahun dom wygląda bardzo skromnie - brakuje w nim mebli, środków czystości, o zabawkach dla dzieci nikt nie myśli. Mimo wszystko jest on ratunkiem dla dzieci, które z powodu eboli straciły swoich opiekunów. Prowadzi go starsza kobieta, Mamie Kpulum. Tak bardzo szkoda mi tych dzieci. Straciły rodziców i muszą dostosować się do nowego życia. Naszym zadaniem jest zapewnienie im bezpieczeństwa i ochrony, mówi.

Po kilku tygodniach ze szpitala wyszła malutka Rose. Rodzeństwo bardzo cieszyło się z tego spotkania, choć radość z wyzdrowienia Rose przeplatała się z ogromnym smutkiem spowodowanym kolejnymi tragicznymi wydarzeniami. Z powodu eboli zmarła ich najmłodsza siostra Alice.

Najbardziej żal mi starszych dzieci. Myślę o nich najwięcej, bo one wszystko rozumieją. Są świadome, widzą, co dzieje się wokół. Staram się je wspierać, rozmawiając z nimi o ich uczuciach, mówi Hawa Kamokai, która również pracuje w domu dla sierot. Hawa opiekuje się dziećmi, karmi je, bawi się z nimi i rozmawia, starając się wypełnić lukę po stracie rodziców najlepiej, jak potrafi. Hawa przyjmuje na swoje barki ogromny ból i cierpienie, z którymi zmagają się sieroty. Robi to z wielkim sercem i zaangażowaniem.

Pomóż teraz!

Rose bardzo lubi bawić się z Hawą, opiekunką z domu dla osieroconych dzieci. Nie odstępuje jej na krok © UNICEF/ Dunlop

Podczas mojej drugiej wizyty w domu dla osieroconych dzieci, widać wyraźnie jak nastrój Rose się zmienił. Dziewczynka bawi się z innymi dziećmi, a uśmiech nie znika z jej twarzy. Rose ma dopiero 5 lat i nie do końca rozumie, że właśnie straciła większość członków rodziny. O wiele gorzej radzi sobie z tą sytuacją jej 13-letni brat. Potrzeba dużo więcej czasu, aby Francis doszedł do siebie. Kiedy spędzam czas z dziećmi, nagle Francis kiwa głową na Rose. Dziewczynka biegnie do swojego pokoju i przynosi mi certyfikat zdrowia, który dostała podczas wypisu ze szpitala. Dumnie prezentuje go, uśmiechając się od ucha do ucha. Nie do końca zdaje sobie sprawę z wagi dokumentu, który trzyma.

Młodsze dzieci potrzebują dużo naszej uwagi, ze starszymi staramy się więcej rozmawiać, mówi Fattu Fomba, która również pracuje w domu dla osieroconych dzieci. Czasami, kiedy wychodzę na zewnątrz, płaczę. Zastanawiam się, jak będzie wyglądała przyszłość tych dzieci. Pomocą psychologiczną zajmuję się od 10 lat i nigdy wcześniej nie miałam tak ciężkich przypadków. Biorąc pod uwagę całe doświadczenie zawodowe wiem, że ta sytuacja jest po prostu dla tych dzieci za trudna, dodaje.

Rose i Francis zostaną w domu dla sierot, dopóki nie trafią do rodziny zastępczej. UNICEF, organizacja Save the Children oraz Ministerstwo Opieki Społecznej Sierra Leone współpracują w celu poszukiwania członków rodziny, którzy mogą zaopiekować się sierotami. W przypadku Rose i Francis wszyscy mieli nadzieję, że rodzeństwem zaopiekuje się babcia. W chwili, kiedy piszę ten tekst wiem, że kobieta również zmarła z powodu eboli. Teraz, przyszłość Rose i Francis pozostaje jeszcze bardziej niepewna.

Jo Dunlop

Do tej pory ponad 300 dzieci w całym Sierra Leone zostało osieroconych z powodu wirusa ebola, a liczba ta będzie rosnąć wraz z rozprzestrzenianiem się choroby. Musimy zrobić wszystko, aby zahamować epidemię eboli oraz otoczyć wsparciem osierocone dzieci.

Te dzieci nie mają nikogo, kto mógłby im pomóc. Na kogo mogą liczyć, jak nie na ludzi takich jak Ty? Apelujemy, przekaż darowiznę i pomóż teraz!

Data publikacji: 15.10.2014
Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików Cookies, z których niektóre dane mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.