FaceBook

Nigdy nie pożałuję swojego wyboru

Pracownicy UNICEF cały czas są na miejscu i robią wszystko, aby zapewnić pomoc

© UNICEF/Sokol

Katmandu, 2 czerwca 2015 r. – 25 kwietnia, dokładnie w chwili, gdy Nepal nawiedziło tragiczne trzęsienie ziemi o sile 7,8 stopni w skali Richtera, wraz z pięciorgiem innych pracowników UNICEF wysiadaliśmy z samolotu na lotnisku w Katmandu. Dzwoniłam właśnie do Departamentu Bezpieczeństwa ONZ, aby poinformować o naszym powrocie z misji.

Nie bardzo rozumiałam, co się wokół mnie dzieje, dopóki ktoś nie krzyknął „trzęsienie ziemi” i dwóch pasażerów nie spadło ze schodów samolotu. Kiedy spojrzałam na drogę startową, zobaczyłam wyraźnie falującą ziemię.

Podczas gdy inni próbowali dodzwonić się do rodzin, moim pierwszym impulsem było powiadomienie systemu ostrzegawczego UNICEF, że jestem cała i zdrowa. Przez następne pół godziny, podczas wtórnego wstrząsu, wszyscy 72. pasażerowie trzymali się siebie kurczowo.

Godzinę później zdołałam zejść na dół, na parking lotniska. Pozostali pospieszyli do domów, aby dowiedzieć się, gdzie są ich bliscy. Zostałam sama. Żyję samotnie, nie mam rodziny. Na szczęście pośród tego chaosu zauważył mnie taksówkarz. Zobaczył, że jestem zagubiona i zgodził się zawieźć mnie do domu. 

Z jakiegoś dziwnego powodu nie przerażają mnie trzęsienia ziemi. Jak tylko dojechałam do domu, weszłam do mieszkania na trzecim piętrze, zrobiłam sobie herbatę i zaczęłam oglądać telewizję. Parę godzin później moi sąsiedzi nakłonili mnie do wyjścia z domu ze względów bezpieczeństwa. Chyba byłam trochę zagubiona.

Pracownicy UNICEF cały czas są na miejscu i robią wszystko, aby zapewnić pomoc

© UNICEF/Sokol

Przez dwie pierwsze noce spałam na zewnątrz, a do mieszkania wchodziłam tylko po to, aby ugotować jedzenie lub zrobić sobie herbatę. Dwa dni po trzęsieniu ziemi poczułam się wystarczająco silna, aby iść godzinę pieszo do biura UNICEF. To była wielka ulga. Wreszcie poczułam, że jestem wśród wspierającej rodziny. Żałowałam, że nie poszłam do pracy wcześniej. Pragnęłam zostać w biurze i oddać się pracy. 

9 maja zgłosiłam się na ochotnika na koordynatorkę okręgowego ośrodka zarządzania kryzysowego, a już dwa dni później pojechałam do dystryktu Dholkha, położonego na wschód od Katmandu. W czasie drogi nasz samochód został potrącony przez inny pojazd, w wyniku czego podróż do Dholkha opóźniła się o jeden dzień. Nazajutrz, 12 maja, dojechaliśmy do Charikot, kwater głównych dystryktu Dholkha - celu naszej podróży. Około trzynastej, wraz z dwoma współpracownikami, jechałam za innym samochodem UNICEF na spotkanie. Jechaliśmy wąską, nieutwardzoną drogą, kiedy to ziemia zaczęła się nagle trząść.

To było kolejne trzęsienie ziemi, 7,3 stopnia w skali Richtera. Nasz kierowca robił wszystko co w jego mocy, aby zatrzymać samochód przed stoczeniem się ze zbocza.

W momencie paniki zdążyłam jeszcze zobaczyć kamienny dom, który tuż przed nami zawalił się na drogę. Byłam niemal pewna, że dom uderzył w samochód UNICEF jadący przed nami. Potem dowiedziałam się, że nasi współpracownicy z tego samochodu bali się, że taki sam los spotkał nas. Dopiero parę godzin później mieliśmy się dowiedzieć, że nikt spośród nas nie ucierpiał w trakcie wstrząsów. 

Pracownicy UNICEF cały czas są na miejscu i robią wszystko, aby zapewnić pomoc

© UNICEF/Sokol

Te pierwsze godziny spędziłam na polu namiotowym wraz z rodzinami, którym trzęsienie ziemi już wcześniej zabrało domy. Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam ludzi żyjących w niewyobrażalnej biedzie, a wśród nich niepełnosprawne dzieci bez dachu nad głową. Nagle zobaczyłam kilkunastoletnie dziecko, które nie wydawało się przerażone. „Jeśli to dziecko, żyjące w tych warunkach, nie jest przestraszone, to dlaczego ja panikuję?” – pomyślałam.

Krajobraz po drugim trzęsieniu ziemi – którego epicentrum znajdowało się zaledwie 15 kilometrów od Charikot - był druzgocący. Wzgórza poszatkowane były osuwiskami, a domy obróciły się w gruz.

Mimo to nawet przez sekundę nie żałowałam, że zgłosiłam się tu na ochotnika. Dwukrotnie – po stłuczce i po drugim trzęsieniu ziemi – moi współpracownicy pytali mnie, czy chcę wrócić do Katmandu. Być może o moim wyborze zadecydował fakt, że trzęsienia ziemi mnie nie przerażają i że często udaje mi się zachować spokój.  Właściwie, pomimo ogromnych wyzwań, bycie tutaj sprawia mi przyjemność. Być może siłę daje mi nieustanna praca. 

Moja misja w Dholkha powoli dobiega końca i niedługo wracam do Katmandu. Moi współpracownicy – pozostałych jedenastu koordynatorów dystryktów – wrócili już jakiś czas temu. Ja zostałam, bo miałam mnóstwo pracy. Zostanę tu możliwie najdłużej, do ostatniej minuty. To rodzaj odpowiedzialności. Nigdy nie pożałuję swojego wyboru.

Indira Koirala, Specjalista ds. Programów i Planowania, UNICEF Nepal

Według szacunków UNICEF, 1,7 mln dzieci w Nepalu potrzebuje natychmiastowego wsparcia. Pracownicy UNICEF cały czas są na miejscu i robią wszystko, aby zapewnić im pomoc.

Dołącz do nas – przekaż dziś darowiznę i pomóż dzieciom w Nepalu. Liczy się każdy Twój gest.

Data publikacji: 17.06.2015
Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików Cookies, z których niektóre dane mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.