FaceBook

Praca lekarzy w Etiopii

Meskerem Abaktum ukończyła uniwersytet medyczny Czarny Lew w Addis Abebie. Dziś pracuje w szpitalu w Hossanie, 250 km od stolicy. Nie jest pediatrą, ale leczy dzieci, bo w szpitalu brakuje specjalistów.

W okolicy nie ma żadnego innego szpitala. Lżej chorzy leczą się w domu, tutaj trafiają tylko najcięższe przypadki. W takich momentach lekarze często niewiele mogą pomóc. W szpitalu brakuje specjalistycznego sprzętu i lekarstw.

Meskerem wspomina noworodka, którego niedawno rodzice przynieśli do szpitala. Chłopiec był chory na tężec. Z powodu zakażenia wirusem miał tak silnie porażone mięśnie, że nie mógł jeść. Drgawki i skurcze mięśni powodowały, że miał trudności z oddychaniem. Pomimo tego, że rodzice szybko zwrócili się o pomoc do lekarzy, chłopca nie udało się uratować. Miał zaledwie 4 dni, kiedy umarł.

Taka jest rzeczywistość w Etiopii: mimo ogromnego poświęcenia lekarzy, dzieci zakażone tężcem praktycznie nie mają szans na przeżycie. Pierwsze objawy choroby pojawiają się w trzy dni po zakażeniu. Aby uchronić przed chorobą zakażone dziecko, należy niezwłocznie podać mu surowicę. 3 dni zwłoki, to zdecydowanie zbyt długo. Chłopca, o którym opowiada Meskerem, rodzice przynieśli do szpitala od razu, kiedy zauważyli, że nie może jeść. Było już jednak o 3 dni za późno. Chłopiec zaraził się tężcem w czasie porodu. W Etiopii dla noworodka to oznacza wyrok.

Meskerem jest bardzo poruszona tą śmiercią. Wie doskonale, że wystarczy zaszczepić kobietę w ciąży, aby jej dziecko mogło bezpiecznie przyjść na świat. Ta młoda lekarka sama spodziewa się dziś dziecka. Jest już po szczepieniach. Wszystkich terminów pilnowała bardzo skrupulatnie, bo najlepiej wie, czym grozi ich brak.

Data publikacji: 14.05.2010
Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików Cookies, z których niektóre dane mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.